federacja.gry-online.pl

 


Informacje
Przed premierą
Beta Test
Recenzja
Poradnik
Galeria
Wymagania
Forum

 

Raj dla turystów! Błękitne niebo, szmaragdowe morze, żółte plaże oraz cudownie rozrywający obóz karny dla szczególnie niebezpiecznych przestępców, otwarty do zwiedzania. Godny odnotowania jest fakt, że więzienie to jest absolutne w tym sensie, że w granicach wyspy nie działa czar teleportacji. Strażnik przy bramie (1) poinformował mnie, że jedyne prawo w obozie stanowi krasnolud Thorvald i to do niego muszę się dostać, jeśli mam w tym przeklętym miejscu jakikolwiek interes, a jedyna droga doń prowadzi przez jego służącego Ogdina. Stojący przed domem Thorvalda (7) Ogdin okazał się być bardzo miłym i eleganckim pół-ogrem. Opowiedział mi smutną historię swojego życia, zwierzył się, że gdybym mu znalazł dobrą książkę do czytania (dokładnie szło mu o tytuł: „The Hand”), to byłby mi wdzięczny [071]. Książkę tę znalazłem jeszcze przed wypłynięciem z Ashbury, w zamkniętej beczce, znajdującej się w dokach obok trapu na statek kapitana Teacha, lecz i tak jedyna dla mnie droga do Thorvalda okazała się prowadzić przez walkę w lokalnej dziurze w ziemi (8). W tym celu porozmawiałem z Gorrinem, nadzorcą walk, który wyznaczył mi pierwszego przeciwnika. Do dziury musiałem iść sam, zostawiwszy Virgila na górze, lecz i tak z dziury wyszedłem zwycięski, a ponadto tak mi się spodobało bicie się ku uciesze gawiedzi, że pokonałem wszystkich kolejnych przeciwników, jakich tylko Gorrin był w stanie wystawić i tym sposobem zyskałem sobie właściwą memu męstwu reputację. Potem wróciłem do Ogdina, a ten dał mi klucz do drzwi.

Thorvald Two Stones stwierdził z całą pewnością, że jest jedynym krasnoludem na tej przeklętej wyspie, a Black Mountain Clan musi być gdzieś indziej [/032]. Znacznie w rozmowie pomogło mi wspomnienie imienia Gudmunda, który okazał się być bliskim przyjacielem Thorvalda. Przejęty jego losem Thorvald polecił mi wybrać się po odpowiedzi do jego własnej rodzinnej siedziby – Wheel Clanu [072], który, jako zwierzchni dla wszystkich klanów krasnoludzkich, skazał Black Mountain Clan na banicję. Thorvald zdradził mi przy okazji, iż sama wiedza o tym, gdzie się kopalnie Wheel Clanu znajdują jeszcze mi nie wystarczy – potrzebować będę ponadto okularów z kryształu kathornu, gdyż wejście jest sprytnie-optycznie zamaskowane. Nie zechciał mi jednak wypożyczyć swoich, lecz zasugerował, żebym sobie sam takie dał do zrobienia. Oczywiście mogłem mu skraść jego własne, lecz postąpiłem uczciwiej, dając je nieco później do zrobienia optykowi z Ashbury, co kosztowało mnie 1000 sztuk złota. Ponadto krasnolud poprosił mnie, bym przekazał jego plemieniu wieści o haniebnym zesłaniu, na którym się znalazł [073]. Gdy dotarłem do siedziby Wheel Clanu, zadośćuczyniłem jego prośbie podczas rozmowy z obecnie panującym królem Randaverem. Póki co jednak, usiłowałem namówić Thorvalda do opuszczenia wyspy wraz ze mną, lecz nie przystał na to, będąc niemal pewnym, że i mnie się ta sztuka nie uda.

Gdy wróciłem do statku, musiałem przyznać rację Thorvaldowi w kwestii tego, że odbędą się starania zmierzające ku zatrzymaniu mnie na wyspie. Jednak mój niezawodny kapitan okazał się być twardzielem nie od parady, gdyż w sąsiedztwie prowadzącego na pokład trapu znalazłem cztery stygnące już ciała. Teraz pozostało mi jedynie zlecić Raymondowi Pierce’owi wykonanie dla mnie okularów z kryształu kathornu, odwiedzić Gilberta Batesa, by mógł wyrazić finansową wdzięczność za moje poszukiwania oraz udać się do siedziby Wheel Clanu. Stało się jednak w międzyczasie coś, co zmroziło mi krew w żyłach. Mianowicie po powrocie na stały ląd, przy pierwszej nadarzającej się okazji w terenie, spotkałem się z samym Arronaxem, a przynajmniej z widziadłem, które się tak przedstawiło. Powątpiewało ono nieco w to, czy aby na pewno jestem wcieleniem Nasrudina, lecz zdawało się to dlań nie mieć większego znaczenia, ani tym bardziej nie być przeszkodą. Ów Arronax-nie-Arronax oświadczył bowiem, że niebawem wraca do Arcanum, że nic nie jest już w stanie tego powstrzymać i że już nic nie będzie tak jak było, gdy on się za robotę zabierze. Następnie dał popis swojej potęgi, pozbawiając mnie oraz Virgila przytomności i zniknął.

Ponadto

(1) Okazało się, że Isle of Despair to nie tylko raj dla turystów, ale i dla poszukiwaczy przygód, gdyż już strażnik przy bramie do obozu z miejsca przystał na moją propozycję ubicia jakiegoś straszliwego potwora mieszkającego na północ od obozu, który trzebi miejscowych przestępców i z którym nikt dotychczas nie dał sobie rady [074]. Przeszedłem na drugą stronę okalającej obóz rzeki i poszedłem wzdłuż jej brzegu na północ, aż natrafiłem na ślady potwornych stóp na piasku (3). Te doprowadziły mnie do siedziby bestii. Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują, gorylopodobna bestia poległa, a strażnik wynagrodził mój trud magicznym naszyjnikiem.

(2) Przy okazji poszukiwań siedziby straszliwej bestii natrafiłem na ścieżkę, zaczynającą się tuż za brodem, zaraz z prawej strony ogrodzenia, która doprowadziła mnie do skrytej wśród zeschłych drzew skrzyni, zawierającej pokaźną sumkę w złocie.

(4) Norian trudniący się dochodowym zajęciem wyrobu z ziemniaków wody ognistej poprosił mnie o przysługę kurierską: zanieść jego klientowi, Maximillianowi, zamówiony antałek napoju, którego, przez wzgląd na pojawienie się w pobliżu obozu straszliwej bestii, od dłuższego czasu nie otrzymywał [075]. Ruszyłem we wskazane miejsce, znajdujące się na północ od obozu (The Home of Maximillian) i znalazłem tam dom oraz jedynego jego mieszkańca. Maximillian okazał się być sympatycznym i pełnym godności starszym panem. Przyjął ode mnie antałek i wręczył mi potwierdzenie dostawy dla Noriana, a na dodatek dał się namówić na opowiedzenie mi historii swojego życia. Wpierw jednak musiałem przyznać mu, że każdy człowiek ma swoje tajemnice i w zamian opowiedzieć swoje, wcale niepospolite dzieje. Potem przyszła kolej na niego. Poczułem się mały i nieznaczący, gdy się dowiedziałem, że stoi przede mną prawowity monarcha Cumbrii, starszy brat Praetora, zesłany na Isle of Despair właśnie przez niego. Raz jeszcze usłyszałem opowieść o wojnie i o upadku królestwa, a na koniec Maximillian poprosił mnie o wyświadczenie mu przysługi, której nie mogłem odmówić: przekazania córce jego zmarłego przyjaciela Warrena Pel Dar, Liannie wiadomości o jego zesłańczym losie [076] – jednak na powrót do Dernholmu wraz ze mną nie dał się namówić. Później, gdy postawiłem już nogę na stałym lądzie, odwiedziłem Liannę i opowiedziałem jej całą historię prawowitego następcy tronu. Ta przejęła się i zarazem ucieszyła nowiną i z miejsca zaczęła kombinować, co by tu zrobić, żeby odmienić los upadłego królestwa.

(5) Cynthia Boggs okazała się być klasycznym przykładem kobiety ciemiężonej, wyzyskiwanej i gwałconej na przemian. Tak w każdym razie było od śmierci jej matki. W związku z zaistniałą, dodajmy: nieprzyjemną dla niej, sytuacją poprosiła mnie o przekazanie żyjącemu nieopodal plemieniu wojowniczych kobiet prośby o uwolnienie jej z rąk mężczyzn i to do tego bandytów [077]. Aby kobiety–wojowniczki z miejsca się na mnie nie rzuciły (zabić), dostałem jako znak rozpoznawczy biały szalik, z poleceniem założenia go. Wskazane mi miejsce odnalazłem na północny-wschód od obozu (The Women’s Camp), założyłem szalik i wszedłem z poczuciem misji. Szefowa grupy – Lorria – nie zgodziła się jednak na przeprowadzenie, żadnej akcji ratunkowej, argumentując, że nie potrzeba im kobiet, które same o siebie zadbać nie potrafią. Wzamian kazała Cynthii przekazać stary rewolwer, aby sama z więzienia uciekła i do nich dołączyła. Oczywiście Cynthia nie była w stanie uciec o własnych siłach, a pomoc jej oznaczała dla mnie niechybny konflikt ze strażami, więc musiałem z tym poczekać, aż sam załatwię wszystkie inne swoje sprawy w obozie.

(6) Od obozowego kolekcjonera wszelakich przedmiotów Jonesa dowiedziałem się, że na północnej plaży znajduje się coś dziwnego, coś mocno technologicznego, gdyż wyspiarscy magowie skarżą się, że nie mogą się do miejsca nawet zbliżyć, by ich czary nie przestały działać. Jones, jako nagminny kolekcjoner wszystkiego, zainteresowany był każdym drobiazgiem, jaki tam się zapewne znajduje [078]. Raz jeszcze opuściłem obóz w ważnej sprawie i pobiegłem na północ (Shades Beach). W samej rzeczy na wspomnianej plaży było coś niezwyczajnego – spoczywał tam wrak przedziwnej, starożytnej maszyny – jak się dużo później dowiedziałem – łodzi podwodnej, a wokół niej znajdowało się kilka równie starożytnych gadżetów technicznych, które wszystkie wyzbierałem. Z Jonesem wymieniłem się jednym z nich za fragment starożytnego pistoletu i w ten oto sposób sam niechcący stałem się kolekcjonerem.

 

 
copyright © 2000 - 2020 GRY-OnLine S.A.