federacja.gry-online.pl

 


Informacje
Przed premierą
Beta Test
Recenzja
Poradnik
Galeria
Wymagania
Forum

 

Tak jak mi to przepowiedział Thorvald, aby dostrzec w litej skale wejście do tej krasnoludzkiej siedziby, musiałem stanąć pod nią w kwadracie ułożonym z kamieni i założyć na nos moje specjalne okulary z kathornu. Wtedy moim oczom ukazało się wejście, a poznawszy jego położenie, okulary mogłem już zdjąć. Wszedłem do środka. Strażnicy zapytali mnie o powód mojej wizyty, w odpowiedzi na co opowiedziałem im historię zaginięcia i poszukiwania śladów Black Mountain Clanu. Moje wieści uznali za wystarczająco ważne, bym mógł natychmiast udać się do króla.

Siedziba tego największego z klanów krasnoludzkich kryje jednakowoż znacznie więcej niż salę tronową. Mieści ona bowiem regularne miasto, w którym znaleźć można zasobną w wolne łóżka gospodę (5), wynalazcę (6), kowala (7), uzdrowiciela (8), a także zasobny we wszelakie zioła, podziemny ogród (9), który warto wspomnieć i z tego powodu, że rośnie w nim drzewko oliwne i to z niego zabrałem gałązki na ofiarę dla boga Halcyona.

I tu drobna uwaga techniczna: ponieważ podziemia krasnoludzkie są wielopoziomowe, a poszczególne poziomy łączy ze sobą po kilka przejść, zdecydowałem się je osobno oznaczyć. W ten sposób numer (40) pokazuje główne wejście do siedziby Wheel Clanu, a kolejne siedem numerów występuje parzyście – nawzajem na siebie wskazując.

Droga do komnaty królewskiej okazała się być tą najprostszą ze wszystkich możliwych, a na jej końcu mieścił się zdobny, kamienny portal (13). Randver Thunder Stone, syn Loghaire’a, zastepujący ojca na urzędzie pod jego nieobecność wysłuchał mojej opowieści o poszukiwaniach Black Mountain Clanu. Bardzo się tym przejął, że nie mam zielonego pojęcia gdzie się mogły podziać zesłane na banicję krasnoludy. Dowiedziałem się od niego, iż jego ojciec dobrowolnie się wygnał po tym, jak przyzwolił zesłaniu Black Mountain Clanu na Isle of Despair z woli elfów. Randver nie miał pojęcia, czemu ojciec się ugiął pod presją naturalnie wrogich krasnoludom elfów. Całej reszty tej smutnej historii musiałem się zatem dowiedzieć od samego Loghaire’a. Od Randvera usłyszałem jeszcze, że ojciec zapuścił się w czeluście Dredge – starej, zamkniętej już kopalni klanu – i tam go muszę odnaleźć, jeśli mam taką wolę. Niezwłocznie się tam udałem (14), a strzegący wejścia strażnik przepuścił mnie z woli Randvera.

Przedostanie się dokładnie na drugi koniec kopalni, do której nikt nie zaglądał przez lata, oznaczało stoczenie kilkudziesięciu walk z często groźnymi potworami, z których golemy, jak zwykle stanowiły największy problem do przeskoczenia. Za to w ostatniej grocie (18), do której dotarłem, już na moje wejście walały się martwe ciała usieczonych kreatur, co oznaczać mogło jedno: Loghaire żyje i ma się dobrze, przynajmniej fizycznie. Zszedłem raz jeszcze w dół i trafiłem do królewskiej samotni.

Król krasnoludów, Loghaire Thunder Stone nie był zadowolony z mojego widoku. Przestał się gorączkować dopiero, gdy zdołałem mu opowiedzieć o celu mojej niespodziewanej wizyty, o swoich poszukiwaniach zaginionego Black Mountain Clanu. Zasmuciło go to jednak jeszcze bardziej. Od niego dowiedziałem się wreszcie, jak to było naprawdę z tym całym zesłaniem [/072]. Otóż, Bates wykradł krasnoludom technologię silnika parowego i rozprzestrzenił ją po świecie. Pierwsze ucierpiały elfy, gdy ich lasy zaczęły być w masowym tempie wycinane za pomocą nowych, potężnych maszyn. I to dlatego elfy wysłały do krasnoludów poselstwo żądające ukarania winnego rozprzestrzenienia się technologii wśród ludzi, grożąc wojną. Loghaire przystał na to, a na dodatek zgodził się by banicję nadzorowały elfy, a to wszystko dlatego, by uniknąć straszliwego konfliktu, jakiego się obawiał, którego, jak rzekł, Arcanum mogłoby nie przetrwać. Następnie, nie mogąc znieść takiego upokorzenia własnego ludu, do jakiego sam dopuścił, sam skazał się na banicję. Teraz gdy los Black Mountain Clanu pozostaje nieznany, dodatkowo spotęgował się ból króla. Loghaire przekazał mi list, w którym elfy groziły wojną za niedotrzymanie warunków wygnania nieszczęsnego klanu, podpisany przez niejakiego M’in Gorada, podobno działającego z woli samej królowej elfów – Silver Lady. Loghaire zasugerował więc, że odpowiedzi na pytanie, co się stało z zaginionym klanem, mogę spróbować szukać w starożytnym mieście elfów – Quintarrze [079], gdzie przebywa królowa elfów. Quintarrę jednak zmuszony byłem również sam odszukać [080], gdyż Loghaire, ani nikt z krasnoludów nie mógł znać jej położenia. Król polecił mi w tym celu udać się do Stillwater, które leży stosunkowo niedaleko Glimmering Forest i stąd istnieje prawdopodobieństwo, iż tam znajdę kogoś, kto wskaże mi dalszą drogę.

Z długiej rozmowy z królem proszą się ponadto o wspomnienie jego wynurzenia o naturze ludzi, którzy z racji swojego krótkiego życia, do którego mimo upływu czasu nie zdołali się przyzwyczaić, straszliwie ze wszystkim się śpieszą, wszystkie ich działania odbywają się w cieniu ich własnej śmiertelności, najpierw działają, potem myślą a na końcu czują i nigdy nie żyją dość długo, by doświadczyć konsekwencji swoich własnych błędów.

Ponadto

(1) Włócząc się po mieszkalnej części krasnoludzkich podziemi wpadłem do Thrayne’a Iron Heart’a, eksperta w dziedzinie zastawiania i rozbrajania pułapek. Przy okazji rozmowy z nim przekonałem się na własnej skórze, jak niebezpiecznie pytać krasnoludów o ich kobiety i szybko powstrzymałem się od drążenia tematu dalej. Dzięki temu Thrayne podzielił się ze mną swoją troską o brata Elanda, który przeniósł się dawno temu do Stonecutter Clan, w związku z czym od dawien dawna nie miał od niego żadnych wieści. Poprosił mnie więc o odnalezienie go i namówienie do powrotu [081].

Wskazane mi przez Thrayne’a podziemia (Stonecutter Clan) okazały się być opustoszałe, jeśli nie liczyć wałęsających się smętnie po korytarzach zwyczajowych potworów. Obszedłem korytarze począwszy od wejścia (19), trzymając się lewą ręką ściany i w zamkniętym pomieszczeniu na końcu tej wędrówki (20) znalazłem grupę krasnoludów, a wśród nich technologa, z którym udało mi się zamienić kilka słów. Po pierwsze okazał się być tym właśnie Elandem, o którego brat się martwi, a po drugie dowiedziałem się od niego, co się tu wydarzyło. Otóż Eland przekopał się do podziemnej pracowni jakiegoś nekromancera i zaczytał się w pozostałych po nim papierach. Będąc wziętym technologiem zmajstrował własny, zupełnie niemagiczny sposób na ożywianie umarłych. Długo nie trzeba było czekać na kłopoty – poczwary zaczęły masowo wyłazić spod ziemi, a krasnoludzi schowali się tam, gdzie ich znalazłem. Ponieważ nie skrywałem zainteresowania tajemniczą pracownią, Eland dał mi klucz, otwierający drzwi na tyłach magazynu, zza których brał początek wykuty przez niego skalny korytarz. W samej pracowni (21) natknąłem się jeszcze na dodatkowe kilka potworów, lecz moje żywe zainteresowanie wzbudził stół, na którym spoczywał magiczny medalion, magiczny pierścień, opracowany przez Elanda schemat ożywiacza umarłych oraz fantastyczny dziennik nekromanty, jedynego człowieka przyjętego do Wielkiej Rady Elfów, skazanego na banicję za swoje tajne badania nad ożywianiem umarłych – Kerghana.

(2) Erick Obsidian, historyk, podzielił się ze mną informacjami o istnieniu niezwykle zaawansowanego technologicznie, starożytnego Iron Clanu, na ślady którego natrafił w swoich badaniach. Ponieważ wyraziłem chęć pomocy w jego poszukiwaniach, przekazał mi starożytny schemat konstrukcji pewnego klucza, a także poprosił mnie, gdybym odnalazł cmentarz klanu, o przyniesienie mu kamienia Durina [082]. Schemat klucza wskazywał na dwa niezbędne składniki do jego konstrukcji: heartstone (kamień, który można znaleźć w Budokaan Village, nieco później) oraz blachę mithrilową (kilka jej arkuszy spoczywa w kopalniach Wheel Clanu). Sam klucz zaś otwierał starożytną skrzynię, znajdującą się nie wiadomo czemu w towarzystwie zoologicznym w Tarant. W skrzyni tej znalazłem trzy metalowe bębenki oraz mapkę wskazującą lokację tajemniczego miejsca w górach. Udałem się tam (The Place of Lost Voices), a na miejscu, po przewędrowaniu kawałka krętym korytarzem, dotarłem do groty, w której znajdowało się dziwaczne urządzenie, zawierające trzy wolne sloty na coś. Do pierwszego z nich pasował bębenek z wygrawerowaną nań książką, do drugiego ten z kluczem, a do trzeciego ów ostatni. Dziwaczne urządzenie okazało się jakąś formą nagrywarko-odtwarzarki audio, a odczytany przez nią komunikat nakazywał mi odnaleźć księgę „The Book of Durin’s Truth”, gdyż w niej znajdę klucz, którego szukam. Wspomnianą książkę odnalazłem znacznie później w Caladonie, w domu państwa Misk i zdołałem ją nawet odkupić od właścicielki, słono jej za dzieło płacąc. Wewnątrz widniała mapa wskazująca miejsce, w którym znajdować się miało wejście do siedziby Iron Clanu oraz pewne wskazówki dotyczące dostania się do wewnątrz. Udałem się tam, (Secret Entrance to the Iron Clan) jak tylko dostałem od Hadriana szklany klucz (dopiero po odnalezieniu księgi Mannoxa w krypcie na zachód od Roseborough). Klucz zainstalowałem na słupku i wejście, ze zgrzytem otwieranego śmietnika, stanęło otworem. Wewnątrz musiałem stoczyć walkę z czterema robotami, które broniły dostępu do trzech pojemników, kryjących poszukiwany przeze mnie kamień Durina, a ponad to doskonałą zbroję (w małym rozmiarze) oraz niezły młot.

(3) Vegard Moltenflow, miejscowy ekspert w wykrywaniu pułapek, był za młodu górnikiem w Dredge i wieść niesie, że nikt o niej tyle nie wie co Vegard. Jednakże odkąd Dredge zamknięto, nikomu nie wolno do niej wchodzić, a Vegard wykuł tam dawnymi czasy komnatę (16), w której zostawił dziedzictwo swojej rodziny. Ponieważ uzyskałem dla siebie dostęp do Dredge, więc chętnie przystałem na jego prośbę odzyskania i zwrócenia mu owego dziedzictwa [083]. Komnata, którą wykuł miała być zamknięta na klucz i tylko tym kluczem dająca się otworzyć i problem w tym tylko, iż klucz ów Vegard również w Dredge posiał. Znalazłem go w odległej, nieoświetlonej części korytarzy (17), gdzie poruszać się musiałem z latarnią, samo zaś rodzinne dziedzictwo Vegarda Moltenflowa okazało się być drewnianą zabawką, którą jego pradziad wykonał tysiąc lat temu. Mój lekki niesmak Vegard ułagodził mówiąc, iż czasem małe rzeczy zyskują z wiekiem wielkie znaczenie, a na dokładkę ofiarował mi swój, nieprzydatny mu już, górniczy kask z latarką.

(4) W ostatnim pokoju w rzędzie, spotkałem krasnoluda, który na podobieństwo barmanów zadośćuczynił mojemu pożądaniu lokalnych plotek. Między innymi wspomniał o dziwnym bagnie, znajdującym się za górami, na północny-zachód od siedziby klanu.

(10) Zszedłem również do nowej, czynnej kopalni, a tam natknąłem się na grupkę naradzających się i cokolwiek wystraszonych krasnoludów. Ich nadzorca, Arvid Millstone, zapytany o przyczyny troski odparł, że w nowo wydrążonych tunelach giną jego ludzie. Najprawdopodobniej dokopali się do jakiejś piekielnej poczwary, która teraz poluje na górników i uniemożliwia im dalszą pracę. Oczywiście, jak zwykle, czułem się na siłach zmierzyć się z każdym niebezpieczeństwem, choćby miało trzy głowy i jedenaście nóg [084] i odważnie zapuściłem się w nowe korytarze. Tym co zakłócało spokój kopalni krasnoludzkiej, była rodzinka wyjątkowo zjadliwych pająków (11), z którymi przyszło mi stoczyć jedną z najcięższych walk w mojej podróży. Pokonawszy największego z nich nie tylko zasłużyłem sobie na wdzięczność Arvida, lecz również na doskonałą reputację pogromcy Dread Crystal Spidera.

(12) Na poziomie królewskim siedziby Wheel Clanu znajduje się ołtarz boga Albericha, szósty już z kolei ołtarz, jaki odnalazłem w swoich podróżach.

Okolice Wheel Clanu

(The Bog) Raz jeszcze we wskazanym mi dziwnym miejscu za górami natrafiłem na skrzynię ze skarbami. Ta znajdowała się pośrodku niewielkiego bagna, a dostępu do niej broniło kilkanaście bagiennych stworzeń, które stosunkowo nietrudno usiec. Poza zwyczajną w takich przypadkach kupką złota, znalazłem w niej fantastycznie potężny (i wymagający nie lada siły do władania) miecz.

(Uncharted Cave) Nieopodal siedziby Wheel Clanu znalazłem niewielką grotę. Wejście do niej zagradzało, nie dające się ominąć ognisko, a w środku czekał na odwiedzających pojedynczy żywioł ognia. Bronił on niewielkiej kupki złota oraz spoczywającego na niej magicznego pierścienia.

 

 
copyright © 2000 - 2020 GRY-OnLine S.A.