federacja.gry-online.pl

 


Informacje
Przed premierą
Beta Test
Recenzja
Poradnik
Galeria
Wymagania
Forum

 

Tarant – część II

(1) Spotkana przy stacji metra pani Cassandra Pettibone, potwierdziła zasłyszane w barze plotki o tym, jakoby w sferach wyższych wielkie powodzenie miały elfie antyki. Stwarzając od samego początku atmosferę wielkiej konspiracji, poleciła mi spotkać się z nią w jej domu (2) i tam też za nią ruszyłem. Na miejscu dowiedziałem się nieco więcej o powodzie zmartwienia pani Pettibone. Otóż jej sąsiadka, pani Willoughsby weszła w posiadanie ceremonialnego sztyletu, w związku z czym jest dumna jak paw i jedynym sposobem, aby to odmienić, jest urzeczywistnienie marzenia pani Pettibone, którym jest zdobycie nagrobka z nowoodkrytego, starożytnego cmentarza elfów (Elven Ruins). Przyjąłem zlecenie na dostarczenie jej nagrobka [033] i ruszyłem w niedaleką podróż. Niezgodnie z moimi oczekiwaniami, okazało się, że ukraść nagrobek ze cmentarza elfów nie jest takim prostym zadaniem. Przy zejściu do podziemi natknąłem się na czterech broniących wstępu mrocznych elfów, którzy stali nad ciałem martwego profesora Jamesa. Ponieważ uparłem się pani Pettibone nagrobek dostarczyć, więc nie zdradziłem im jej imienia, lecz podjąłem nierówną walkę, w wyniku której tylko ja i Virgil nie odnieśliśmy żadnych obrażeń. W podziemnych korytarzach znalazłem dodatkowo trochę magicznego rynsztunku i innych cennych drobiazgów. Ważący 1000 kamieni nagrobek wziąłem dziarsko na plecy i ruszyłem z powrotem. Pani Cassandra Pettibone wynagrodzła mnie za trud 250 sztukami złota.

(3) Długo nie mogłem dorwać pana Willoughsby’ego, przewodniczącego rządzącej miastem Rady Przemysłowej. Udało mi się to dopiero po moim powrocie z leśnego miasta elfów – Quintarry. Razem z nim w mieście zjawił się pewien absolwent uniwersytetu w Tulli, Perriman Smythe, którego mistrz Simeon wysłał z jakąś misją, której szczegółów niestety nie udało mi się poznać. Sam Willoughsby zaś kazał mi na rozmowę jeszcze zaczekać, gdyż umówił się ze mną w swoim biurze (28). Gdy tam dotarłem, poczułem jak wpadam w sidła wielkiej polityki – czegoś, czego zawsze starałem się unikać. A było to tak: Zjednoczone Królestwo, na które obecnie składa się Tarant wraz z Ashbury ma chrapkę na przyłączenie jeszcze Caladonu. Rozmowy nie idą jednak tak, jakby Willoughsby sobie tego życzył i stąd wyłoniła się potrzeba zatrudnienia wyjątkowo uzdolnionego dyplomaty (persuasion expert, skill 5), który byłby w stanie z królem Faradem dojść do porozumienia [034]. Zgłosiwszy się na ochotnika dostałem tekę z rozpisanymi dziesięcioma punktami negocjacji, w których moim zadaniem było wydrzeć jak największy kęs dla Tarant. Udałem się do Caladonu. Przed wejściem do zamku królewskiego spotkałem innego dyplomatę z Tarant – Renarda – wprowadził mnie on dodatkowo w zawiłości negocjacji, przestrzegł przed łapówkami i wszedłem do zamku. W hallu czekało na mnie dziesięć osób (członkowie parlamentu, przedstawiciele przemysłu, rolnictwa itp.), a każdy z nich oferował mi sporą łapówkę za konkretne ustępstwa w negocjacjach. Ogólnie rzecz ujmując była to jedna z najzabawniejszych misji, na jakiej udało mi się znaleźć. Umiejętne balansowanie pomiędzy różnymi ewentualnościami, zaspokojenie gustów wszystkich i zarobienie dla siebie jak najwięcej gotówki stwarza tak wiele możliwości, że nie sposób opisać ich wszystkich. Koniec końców stanąłem na ambonie przed radą królewską i musiałem odpowiedzieć im na dziesięć pytań, względem owych dziesięciu punktów negocjacji. Starając się nie przeciągać struny, wynegocjowałem jak najlepsze warunki dla Tarant, rada zgodziła się przystąpić do Zjednoczonego Królestwa, a przybyły już w tym czasie do Caladonu Willoughsby (czekał na mnie przed zamkiem) wynagrodził mnie za fatygę zarówno pieniężnie, jak i przyznając mi tytuł mistrza perswazji. Oczywiście mogło być zupełnie inaczej, gdyż wszystko zależy od odpowiedzi udzielanych na pytania zadawane przez radnych.

(3) Po wyjściu z gabinetu prezesa (przed moim wyjazdem do Caladonu, rzecz jasna) drogę zastąpił mi niejaki Heinrich Jenks, podający się za reprezentanta interesów publicznych. Od słowa do słowa, stało się dla mnie jasne na czym interes publiczny polega – polegał on bowiem na tym, by do unii z Caladonem nie dopuścić. W kolejnych kilku słowach Jenks postawił sprawę jeszcze jaśniej: 20 tysięcy sztuk złota za zabójstwo króla Farada [035]. Gdy przyjąłem kontrakt, dostałem dokładniejsze wskazówki. Zgodnie z nimi udałem się do doków w Cadonie, spotkałem się tam z niejakim Bullorsem, krasnoludem, który nakazał mi wleźć do sporej skrzyni i dać się wraz z nią przetransportować na tyły kuchni w zamku królewskim. W samej kuchni spotkałem kolejnego towarzysza-spiskowca, Vernona, który przekazał mi klucz do drzwi, prowadzących na korytarz i pozostawił mnie samemu na misji odnalezienia królewskiej komnaty i dopełnienia kontraktu. Samą mapę zamku królewskiego w Caladonie znajdziesz, Miły Czytelniku, w rozdziale o Caladonie, tutaj zaś ograniczę się do spostrzeżenia, że walki z gwardią królewską są ciężkie, a znakomicie je ułatwia uciekanie schodami na inne kondygnacje. Po zabiciu króla Farada zaś, zyskałem tak paskudną reputację, że nie miałem się już po co (chyba tylko po guzy) w Caladonie pokazywać i tym samym niełatwo było mi uciec z miasta. Dotarłszy jednak do Tarant, odnalazłem Jenksa w Grant’s Tavern i zainkasowałem swoje 20 tysięcy sztuk złota za fatygę – największy jednorazowy zarobek w całej grze.

(7) Na rogu Kensington Broadway i Devonshire Way zagadnąłem człowieka imieniem Matthew Jameson. Zwierzył mi się on ze swojego zmartwienia, którego przyczyną okazała się być zgubiona obrączka. Obrączka, jak to bywa, ześlizgnęła mu się z ręki przy myciu i odtąd biedak zmuszony jest (przez żonę) sypiać na wycieraczce. Obiecałem mu odwalić za niego brudną robotę i odszukać jego zgubę w kanałach [036]. Pierwszą lepszą studzienką (po zachodniej stronie miasta, gdyż część systemu kanalizacyjnego po wschodniej stronie stanowi odrębny labirynt) dostałem się do kanałów i rozpocząłem ich eksplorację. Od razu natknąłem się tam na dwójkę złodziei, którzy nie dali mi szansy zamienienia z nimi nawet kilku słów. Buszując dalej po ekskrementach nie tylko wytępiłem rzesze szczurów, lecz również udało mi się, w rogu jednego z większych pomieszczeń, odnaleźć zgubioną przez Matthew obrączkę.

(8) Przy barze spotkałem haggle mastera – J. T. Morata, który zgodził się przekazać mi tytuł mistrzowski, jeśli dopomogę mu przejść na zasłużoną i dostatnią emeryturę, płacąc mu na ten fundusz okrągłe 10 tysięcy sztuk złota [037]. Jako dodatek do otrzymanego tytułu Morat przekazał mi Amulet of Influence, który doskonale podnosił moją aparycję.

(9) Węsząc po prywatnych rezydencjach trafiłem na okazję dorzucenia kilku groszy do mojego budżetu. Pani Evelyn Garringsburg została bowiem okradziona. Najcenniejszym przedmiotem, który padł łupem złodziei był obraz „Kerghan and Persephone” Pizarro’a i na jego odzyskaniu najbardziej pani Evelyn zależało. Z gazety, którą mi pani Garringsburg pozwoliła zabrać, dowiedziałem się, że obraz został zakupiony zeszłego roku za 50 tys. sztuk złota i wcale nie poczułem się wykorzystany, mając go odzyskać za 300 [038]. Z tego samego artykułu dowiedziałem się również, że mąż pani Evelyn – James Garringsburg – jest członkiem Wellington Gentlemen’s Club. Klub ów (15) znajduje się o rzut kamieniem od posiadłości państwa Garringsburg. Ochroniarz przy wejściu nie tylko potwierdził podejrzenia żony, jakoby James mógł za bardzo się chwalić posiadaniem w domu sławnego obrazu, lecz nawet zechciał mi odsprzedać za 50 sztuk złota stronę z nazwiskami uczestników wtorkowego spotkania w klubie, kiedy to miała miejsce kradzież. Wśród zapisanych tam kilku nazwisk, jedynie niejaki Rorry Limes nie był stałym członkiem klubu. Ponadto dwie z osób w klubie zechciały ze mną zamienić parę słów. Pierwszą z nich był zawodowy gracz w kości, krasnolud imieniem Gurin Rockharrow. Drugą nieznajomy mroczny elf, który dał mi okazję zarobienia stu sztuk złota za odniesienie pewnego listu [039] pod adres: 36 Low Dervish Row (40). Przy czym wyraźnie i kilkakrotnie zabronił mi list ów czytać - naruszenie listu przed jego dostarczeniem automatycznie kasowało zarobek za misję posłańca, gdyż adresaci z miejsca się orientowali, że nie zachowałem tajności przesyłki. Jednak pokorne ciele dwie matki ssie. Najpierw list przekazałem, zapłatę zainkasowałem, nastepnie złodziei zabiłem, a list odebrałem z powrotem i przeczytałem. Był w nim adres: 57 Mulligan Bone Alley, pod który się natychmiast udałem (34). Strzegącego domu pół-ogra zmuszony byłem zabić, lecz znalazłem przy jego zwłokach klucz na zaplecze, a tam zaś, w skrzyni skradziony obraz, który wystarczyło pani Garringsburg jedynie odnieść.

(15) W Wellington Gentelmen’s Club przebywa, gra w kości i dobrze na tym zarabia Gurin Rockhollowgambling master. Zgodził się dopomóc mi w osiągnięciu mistrzowskiego tytułu, a w tym celu miałem się z nim zmierzyć [040]. Aby przystąpić w ogóle do gry, musiałem dysponować przynajmniej pięcioma tysiącami sztuk złota na zbyciu, stawki zaś miałem do wyboru dwie: tysiąc lub dwa tysiące za grę. Trochę mnie więc kosztowała ta partyjka, zwłaszcza, że sporo przegrałem, lecz po kilkunastu kolejkach Gurin uznał, że mam już dość i że tytuł mistrza mi się należy.

(19) Przy wejściu na dworzec kolejowy spotkałem kapitana straży Jareda. Pomny listu, który znalazłem przy zwłokach Wilhelminy Carpenter, przekazałem mu grobowe wieści o śmierci jego ukochanej. Chłopak się zupełnie załamał, lecz ja zaliczyłem kolejnego questa [041]. Na tym jednak nie był koniec, gdyż Jared poprosił mnie, żebym był tak dobry wstąpić do kamieniarza i zamówić nagrobek dla Wilhelminy, bowiem on sam nie będzie miał w najbliższym czasie okazji wyrwać się ze służby [042]. Nie mogłem odmówić jego prośbie i natychmiast pobiegłem do kamieniarza Josefa (35), by przekazać mu zamówienie.

(20) Nie jestem do końca pewien, czy to nieumiejętność trzymania języka za zębami, czy umiłowanie ryzyka pchnęło mnie do wydawcy „The Tarantian”, któremu wypaplałem wszystko o zestrzeleniu sterowca. Niepewność co do mojego postępku złagodziło nieco 500 sztuk złota, które w ten sposób zarobiłem oraz niewielka przysługa, o której wyświadczenie wydawca mnie poprosił – odnieść drobny list do pani Halster [043]. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że pani Halster (13) ze swej strony nagrodziła mnie za fatygę piątakiem. Z resztą moje pojawienie się w gazecie miało również inny zarobkowy skutek uboczny – wielu prawych obywateli miasta, gdy ich zagadnąłem, chętnie dorzucało coś do mojej kiesy na dowód swojego współczucia dla jedynej ocalałej ofiary wypadku.

(21) Delores Beston, miejska medium oraz jasnowidz upuściła swoją kryształową kulę na podłogę i odtąd jej wizje stały się zamglone. Oczywiście wiedziała, że chętnie się zgodzę znaleźć dla niej nową kulę [044]. Była nawet jeszcze w stanie nieco mi pomóc w poszukiwaniach, gdyż z pomocą swojej uszkodzonej kuli oraz pukla moich włosów dojrzała, że madam Toussaude (43) dysponuje odpowiednim sprzętem wróżbiarskim i jedynie należy go jej ukraść. Nie było to jednak takie proste, gdyż pani Toussaude doskonale wiedziała zawczasu, że przyjdę do niej po ową kulę. Okazało się również, że jej konkurentka była wcześniej u niej po wróżby dla siebie. Wspomniałem zasłyszaną od barmana wieść, jakoby to madam Toussaude była prawdziwą wróżką w tym mieście i zgodziłem się nie okradać jej. Wówczas ona zaoferowała mi zadanie do wykonania [045] – zanieść jej konkurentce kulę, którą dostanę. Tak też zrobiłem. (Konflikt z prawdziwą Cygańską wróżką pachniał mi co najmniej klątwą... ale to odwrotna bajka.) Delores ucieszyła się widząc, że jej konkurentka jest podobnie jak i ona sama jedynie zaradną oszustką, która nic o niczym nie wie. Wątpliwości zrodziły się w jej głowie dopiero na wieść o tym, że kulę dostałem z woli Cyganki. Przekazałem ją Delores nie bez jej sprzeciwu i to ją zabiło. Cóż. Gdy wróciłem do pani Toussaude, ta udzieliła mi stosownego błogosławieństwa, czyli wyszło na to, że pojedynek wróżbitek wyszedł mi na dobre. Na odchodnym chciałem jeszcze dowiedzieć się słów kilku o swojej przyszłości. Niestety wszystkie wróżbitki, nawet te prawdziwe, nie mają w zwyczaju udzielać prostych odpowiedzi – „przyszłość jest w cieniu, lecz nieunikniona, wcześniej lub później zawsze się staje teraźniejszością”, dowiedziałem się.

(22) Obok jednego z przystanków metro spotkałem pół-orka, który przedstawił się jako Thom Grak. Zapytał, czy nie mam pojęcia, gdzie się może podziewać jego znajomek sir Matt de Cesare, z którym umówił się godzinę temu. Obiecałem mu odnaleźć jego przyjaciela [046] i ewentualnie wyciągnąć go z butelki, po czym pobiegłem po niego do, oczywiście, Wellington Gentlemens Club (15). Sir Matt zachowywał się co najmniej jak człowiek osaczony. Nie bez powodu jednak, gdyż w trakcie rozmowy wpadł do klubu mój pół-ork i rzucił się na sir Matta. Ten go zastrzelił i z miejsca przestał udawać pijanego. Przekonałem go, że nikt mnie na niego nie nasłał, a Graka spotkałem przypadkiem i wówczas kazał mi iść ze sobą za róg, by tam bezpiecznie porozmawiać. Tam zwierzył mi się ze swojej kłopotliwej misji, która go ściągnęła do Tarant – odnalezienia czaszek bliźniaków syjamskich Ren’ar [047]. Cesare wyjaśnił mi, że w krypcie na cmentarzu już ich szukał, lecz zostały wykradzione wcześniej i w tej chwili prawdopodobnie spoczywają w jakimś magazynie portowym, gotowe do odpłynięcia w siną dal. Włamałem się zatem do odpowiedniego magazynu (41). Po pokonaniu pół-ogra oraz wyjątkowo nieprzyjemnego... szczurołaka oraz po przeszukaniu budynku, znalazłem czaszki bliźniaków syjamskich i odniosłem je Ceasare’owi. Ten uchylił mi rąbka tajemnicy względem nielegalnych eksperymentów przeprowadzanych na ludziach, w sprawie których prowadzi śledztwo, lecz nie chciał powiedzieć nic o szczegółach. Poinformował mnie, że jeśli jestem zainteresowany pomocą w jego dochodzeniu, powinienem przekazać znalezione czaszki imć Arthurowi Tyronowi z Black Root [048]. Obiecał mi ponadto, że ten człowiek będzie w stanie bardziej zadośćuczynić mojej ciekawości. Posiadałem jednak wciąż przy sobie tajemniczą notkę Tyrona, znalezioną w Black Root, głoszącą, że Kruk jest w niebezpieczeństwie i od razu się z sir Mattem podzieliłem wiadomością, że Tyrona tam nie ma. Zafrasował się i nie będąc w stanie nakierować mnie na jego ślad poprosił jednak, bym go w miarę możliwości zlokalizował. Odnalazłem go dużo później w Caladonie.

 

 
copyright © 2000 - 2020 GRY-OnLine S.A.