federacja.gry-online.pl

 


Informacje
Przed premierą
Beta Test
Recenzja
Poradnik
Galeria
Wymagania
Forum

 

Tarant – część III

(26) Naprzeciw posiadłości Gilberta Batesa niejaki H. T. Parnell umyślił sobie otworzyć wystawę rzeczy dziwnych. Zajrzeliśmy do środka, tak jak by to zrobił każdy inny turysta. Ekspozycja składała się z: najinteligentniejszego orka na świecie, autentycznej miniaturowej głowy z Kree, legendarnego giganta ze Stillwater, skały mającej być złym Arronaxem, miniaturowego i działającego silnika parowego, skamieniałego smoka oraz dwugłowej krowy z Vendigroth. Niestety większość z tych eksponatów wydawała się lub okazała się być co najmniej spreparowanymi. W rozmowie z Parnellem powstrzymałem się od kąśliwych uwag względem jego wystawy, nie chcąc, by nasza wizyta zakończyła się rozlewem krwi. Usłyszałem jednak kilka interesujących rzeczy. Jedną z nich była historia barbarzyńców z Kree, którzy podobno wciąż zasiedlają to złowrogie miejsce gdzieś na południowym wschodzie od Tarant. Drugą, fragmentaryczna opowieść o walce Nashrudina z Arronaxem, którą ten drugi sromotnie przegrał. Będąc, jak twierdzi Virgil, wcieleniem tego pierwszego, szczególnie się tym zainteresowałem i zostałem odesłany do świątyni Panarii po bardziej wyczerpujące informacje. Z resztą sfałszowany gigant ze Stillwater miał mi się jeszcze przydać w niedalekiej przyszłości, jak się okazało.

(27) Towarzystwo zoologiczne w Tarant nie może się poszczycić szczególnie bogatą kolekcją, ale też jakie inne towarzystwo ma na stanie replikę smoczej czaszki oraz skamieniałe smocze jajo, a także starożytną skrzynię, w której nie wiadomo co jest, gdyż nikt jej nigdy nie zdołał otworzyć? Zainteresowała mnie mapka wskazująca na miejsce spoczynku ostatniego z wielkich smoków – Bellerogrima – i postanowiłem się tam przejść (The Lair of the Bellerogrim). Na miejscu, przed wejściem do groty przywitała mnie stosowna tabliczka informacyjna ze zdawkowym tekstem o tym, kto i kiedy smoka odkrył. Wewnątrz zaś spoczywał imponujących rozmiarów smoczy szkielet, udostępniony dla zwiedzających. Ciekawsze od szkieletu jednak były dla mnie skryte w rogu groty kamienne schody prowadzące w dół. Aby się do nich dostać musiałem wysadzić blokujące dostęp skrzynie. W podziemnych korytarzach przywitało mnie mrowie niewielkich, smokopodobnych stworzeń oraz sporo porozrzucanych tu i ówdzie złota oraz drogich kamieni. Natomiast w jednej ze skrzyń znalazłem zmurszały dziennik Kraka-tura, jednego z potworów, którego Nasrudin wygnał z Arcanum w dawnych czasach. Zapisana w nim była fascynująca historia zwykłego acz bardzo słabego człowieka, który odnalazł przepis na przemienienie się w smoka. To on właśnie otruł podstępnie Bellerogrima, by zdobyć niezbędną do przemiany smoczą krew. W ten sposób stał się straszliwym, szerzącym postrach w Arcanum potworem, którego Nasrudin zmuszony był pojmać i wygnać. Nie znalazłem jednak w grocie nic więcej godnego uwagi ponad tę historię.

(28) Bardzo użyteczną instytucją jest katalog ludności Arcanum, gdyż wielokrotnie przyszło mi skorzystać z jego archiwów celem odszukania konkretnych osób zamieszkałych nie tylko w Tarant, czasem nawet niekoniecznie pozostających przy życiu.

(29) Główny budynek uniwersytecki mieści w sobie pokoje profesorskie. To tam właśnie spotkałem takie sławy jak profesor Benijamin Gershwin, doktor phrenologii, który po samych tylko oględzinach mojej czaszki doskonale odgadł, że jestem człowiekiem. Powiedział mi ponadto w rozmowie, że znał bliźniaki syjamskie Ren’ar za życia i że z całą pewnością były czystej krwi elfami nie ludźmi, jak sądziłem. Prof. Gershwin gotów był również wyrazić zainteresowanie dostarczeniem mu czaszek bliźniaków [049], lecz wówczas sir Matt musiałby się obejść smakiem. Od profesora Aldousa T. Buxingtona, zajmującego się pogańskimi wierzeniami, które zaczęły odchodzić w przeszłość wraz z pojawieniem się półtora tysiąca lat temu religii Panarii, dowiedziałem się sporo o starożytnych bogach. Dostałem również kopię książki profesora, a w niej fantastyczną zagadkę dotyczącą takiego składania im ofiar, by na końcu samemu posiąść boską moc. Ta tajemnica musiała jednak zaczekać na wyjaśnienie jeszcze długo. Profesor Eakins od demonologii miał raczej dziwne poczucie humoru opowiadając o tym jak wiecznie głodny Gorgoth, jeden z wygnanych przez Nasrudina, pożarł ongi całą wioskę niziołków. Ponadto znalazłem w ostatnim pokoju sprzedawcę książek, który miał do zaoferowania sporo akademickich podręczników z różnych dziedzin techniki.

(30) Z opowieści bibliotekarza dowiedziałem się, że obecnie demokratyczne Tarant posiadało onegdaj króla, który padł najprawdopodobniej ofiarą Rady Przemysłowej gnomów, pozostającej od tamtego czasu u władzy. W zbiorach bibliotecznych zaś znalazło się sporo książek do czytania, a wśród nich: dwutomowy zbiór listów i przemówień niejakiego Hamiltona Demry’ego, osobnika głęboko zaangażowanego w projekt własnego autorstwa dotyczący przeprowadzenia masowych lobotomii wśród orków, celem złagodzenia ich zagrażającej nowoczesnemu społeczeństwu natury; wyjątkowo nudny wstęp do traktatu archeologicznego, autorstwa Eliasa Thorne’a; Fragment z życia niejakiego Ashtona Fernwiltera; opowieść Eli Baskira, chemika uprowadzonego przez łowców nagród, celem naprawienia im sprzętu do pomocy w upolowaniu giganta ze Stillwater. Wszyscy myśliwi zostali zabici przez jakąś magiczną poczwarę; sir Isaac’a Thrush’a kilka zdań o Isle of Despair, w których uważa za możliwe istnienie ongi na tej wyspie cywilizacji technologicznej; dziennik Henry’ego Doverna, który sie burzył na pomieszanie w nowych czasach, gdy nie wiadomo, co jest dobre, co złe, a wszystko przez technologię; traktat o przyczynach chorób Thomasa M. Hennessey’a czyli o tym, jak odkrył bakterie, lecz bez lepszych mikroskopów nie mógł zajrzeć głębiej; sir Amac Lucan w swoim eseju zaś dowodził, że wszędobylska sadza jest nieuniknionym dobrodziejstwem rozwoju technologicznego; traktat o nietolerancji pół-orków Malcolma Rei’ego oparty na historii dwóch jego synów pół-orków bliźniaków; poemat niejakiego Quirren’a nienawidzącego brudnego miasta, uciekłego do lasów; rozważania o pochodzeniu Dread Armor wraz ze wspominkami o legendarnym Derian-Ka – starożytnym zakonie nieumarłych.

(33) Pewnego razu, acz już po moim powrocie z Quintarry, przechodząc koło budynków fabrycznych napotkałem grupę miejskich strażników pod wodzą kapitana Wellera. Sytuacja była napięta, gdyż część pracujących w fabryce orków zabarykadowała się w środku żądając poprawy warunków pracy. Weller zdecydowany był położyć kres strajkowi klasycznie: rozstrzeliwując robotników. Obecny przy całym zamieszaniu pan Babcock załamywał głowę nad nieuniknionym rozlewem. Polegając na moim bogatym doświadczeniu w prowadzeniu negocjacji Babcock zlecił mi misję przekonania przywódcy orków, Throgga, by wymknął się nocą z fabryki, spotkał się z Babcockiem i by razem opracowali plan zmierzenia się z Wellerem na drodze sądowej [136]. Babcock przekazał mi klucz do fabryki. Sama rozmowa z Throggiem nie należała do najłatwiejszych, gdyż musiałem w niej unikać chwalenia pana Babcocka, a wzamian przełożyć ciężar dyskusji na wypunktowanie korzyści płynących z posłużenia się w walce drogą prawną. Innym sposobem nawiązania współpracy z Throggiem było przekonanie go do ataku na Tarant i wymordowania całego miasta w zemście za ogólne przyzwolenie poniżenia orków, lecz to się nie mogło udać. Innym sposobem rozwiązania sytuacji, dostępnym dla każdego, było zamienienie z Wellerem kilka słów i przyjęcie na się roli posłańca, by nakłamać Throggowi, że na zewnątrz budynku znajduje się paląca się do przeprowadzenia z nim wywiadu prasa [050]. Throgg dał się namówić na wyjście na zewnątrz, a wówczas Weller wydał rozkaz otwarcia ognia i wszyscy orkowie wraz z Throggiem zostali rozstrzelani. Po fakcie zastanowiłem się, że sprawny kieszonkowiec mógłby odwrócić los robotników kradnąc strażnikom zawczasu ich własną broń, co dodatkowo przyniosłoby mu korzyść w postaci karabinu maszynowego, którym jeden z nich dysponował.

(36) Rozmowa z mnichem w świątyni Panarii wyklarowała kilka niejasności, jakie miałem względem swojej rzekomej inkarnacji oraz samej religii Panarii. Okazało się bowiem, że Nasrudin w samej rzeczy był potężnym elfem, który przez tysiąc lat przewodził Wielkiej Radzie Elfów. Ponadto zasłużył się dla Arcanum, jako obrońca, pokonując i skazując na wygnanie Arronaxa – złego elfa, chętnego władać Arcanum podług własnych, bardzo nietolerancyjnych wobec innych ras upodobań. Raz jeszcze dowiedziałem się, że w myśl przepowiedni zarówno Nasrudin jak i Arronax mają wrócić do Arcanum po to, by stoczyć ostateczną walkę. Z tym, że Nasrudin już jest (to ja!), natomiast jedyne wieści, jakie o Arronaxie wyczaiłem, to leżący na wystawie Parnella kamol. Mnich polecił mi dodatkowo lekturę świętej księgi Panarii – Archaeonu, która może rozwiać znacznie więcej moich wątpliwości, a która znajduje się w głównej świątynii Panarii w Caladonie.

(38) Stanton, obecny właściciel kopalni starej Bessie Toone odsprzedał mi akt własności bez najmniejszych oporów i pozostało mi go jedynie zwrócić Sarze [/013] [/016].

(39) Charles Dunston, nadzorca miejskich wodociągów i kanalizacji oraz krasnolud w jednej osobie wyczerpująco odpowiedział na pytanie o zamkniętą część kanałów: namnożyło się tam zbyt dużo niebezpiecznych stworzeń, żeby pozwolić mieszkańcom miasta tam zaglądać. Jego zakaz schodzenia do ścieków jest nieodwołalny. Szczęśliwie dla mojej wścibskiej natury odkryłem jedną otwartą studzienkę, którą jego ludzie przeoczyli (46).

(42) W przybytku madam Lil każden jeden mężczyzna, niezależnie od rasy czy gatunku, jaki by reprezentował mógł znaleźć dopasowaną do swoich potrzeb towarzyszkę. Dostępne dlań były bowiem dziewczyny: pół-elfka Bunny, Willow, Cassie, pół-ork Alice oraz owieczka Belle. Jednak mnie, zboczonego poszukiwacza przygód, naprawdę mogła podniecić jedynie praca, o której wykonanie madam Lil mnie poprosiła. Jedna z jej dziewcząt bowiem zostawiła u klienta swój naszyjnik z rubinem i rzecz w tym, by go dyskretnie odzyskać, nie wzbudzając podejrzeń pani domu [051]. Niezwłocznie ruszyłem do wskazanej mi rezydencji państwa Mooreland (12). W domu znajdowała się jedynie służąca Laura. Zamieniłem z nią kilka słów i przyznała się, że znalazła zgubiony naszyjnik oraz schowała go przed panią Mooreland. Uważając podobnie jak i ona sama, że za jej trud należy się drobna zapłata, odkupiłem od niej naszyjnik. Ten zaś okazał się być wcale wartościowym amuletem chroniącym przed magią, który w sklepie kosztuje kawał grosza. Oddałem go jednak madam Lil, ceniąc sobie wykonanie powierzonego mi zadania wyżej niż pieniądze, które mógłbym na naszyjniku zarobić. Burdelmama w podzięce za fatygę zaoferowała mi darmowe fiku-miku z wybraną przeze mnie dziewczyną. Nie chcąc się okazać niewdzięcznikiem wziąłem Bunny na stronę, gdyż nie miała nic przeciwko temu, że Virgil będzie się patrzył... Mój męski trud nie poszedł na daremne, gdyż madam Lil zaproponowała mi kolejną pracę dla niej. Jeden z klientów jej przybytku – pan Langley, odźwierny w The Bridesdale Inn (16) - ustawicznie zalega z płatnościami za swoje przyjemności [052]. Przystałem na prośbę madam, by delikatnie, krzywdy mu nie robiąc, wyciągnąć od niego należną zapłatę. Niestety pan Langley okazał się groszem nie śmierdzieć i ledwie wydostałem od niego połowę należności. Nie mając wyboru zgodziłem się po drugą połowę przyjść za pięć dni, gdy ten dostanie wypłatę. Odniósłszy całe 400 sztuk złota madam Lil, dostałem kolejną dziewczynę za darmo oraz następną misję do wykonania. Tym razem dowiedziałem się, że państwo Halster (13) są ze sobą w stanie wojny, co źle robi interesom, gdyż pan Halster rzadziej przybytek rozkoszy odwiedza. W związku z tym pani Lil, powodowana szczerą troską o samopoczucie swoich klientów przekazała mi podarek dla pani Halster, który powinien położyć kres ich wojnie domowej [053]. Oczywiście prezent miałem przekazać jakoby od męża. Zadanie wykonałem bez trudu, a obdarowana nie kryła łez wzruszenia. Ostatnią przysługą, o jaką madam Lil mnie poprosiła, było odnalezienie dla niej magicznego medalionu piękności [054], gdyż burdelmama chciała się poczuć jak za młodych lat. Miałem jeden taki przy sobie (widuje się je sporadycznie szczególnie w magicznych miejscach, np. w Ancient Maze) i rozstałem się z nim nie bez żalu. Tym razem dostałem do dyspozycji dwie dziewczyny na raz i w ten sposób zakończyłem jakże przyjemną współpracę z madam Lil.

(44) Podczas szwendania się po okolicach portu, przy wejściu do jednego z magazynów natknąłem się na cokolwiek zafrasowanego gnoma – pana Plougha. Zapytany o powód zmartwienia odparł, że kupił te magazyny niedawno, lecz musi je sprzedać, żeby zyskać pieniądze na spłatę swoich długów. Problem był tej natury, iż panoszyło się po nich mnóstwo szczurów, które dobrze byłoby przed sprzedażą wytępić. Wziąłem to zadanie na siebie [055]. Pan Plough nie był jednak w stanie zapłacić mi za przeprowadzenie deratyzacji, lecz przystał na to, że wszystko co znajdę w środku i co mogłoby mnie zainteresować, jest moje.

(50) Obok stacji metra spotkać można Sammiego White’a, który jest nikim innym, tylko królem kieszonkowców i to do niego musiałem się udać po tytuł pick pocket mastera. Samą rozmowę z Sammiem niełatwo było zacząć, gdyż musiałem sprostać obelgom, które rzucał pod moim adresem. Poobrażaliśmy się jednak chwilę nawzajem dla sportu i w końcu udało mi się zauważyć, że on to chyba lubi. Przyznał mi rację i mogłem przejść do poważniejszych spraw. Za mianowanie mnie mistrzem zażądał jednak ode mnie kłopotliwej przysługi – kazał mi mianowicie przebiec się nago wzdłuż Kensington Way, tam i z powrotem, [056] uważał bowiem zamieszanie, jakie wywołam wśród wszystkich spacerujących po mieście hipokrytów, za szalenie zabawne. Koniec końców otrzymałem zarówno upragniony tytuł mistrza, jak i na dokładkę miano zboczeńca z Tarant...

 

 
copyright © 2000 - 2020 GRY-OnLine S.A.