federacja.gry-online.pl

 


Informacje
Przed premierą
Beta Test
Recenzja
Poradnik
Galeria
Wymagania
Forum

 

Ashbury to niewielkie portowe miasteczko, sprzymierzone jednak z Tarant i jako takie posiadające kolej. Jego główną atrakcją turystyczną jest stojący na wyspie, mocno nawiedzony zamek niejakiego Malachi’ego, lecz nie sposób nie wspomnieć również o olbrzymim, jak na tak niewielką społeczność cmentarzu. Intrygująco się prezentują błąkające się po ulicach świetliki, które mimo swojej uroczej prezencji potrafią wyrządzić sporo krzywdy, w przypadku ewentualnych nieporozumień. Przy ulicach rosną palmy i rzeczywiście niemal czuć cieplejszy klimat na skórze.

W mieście można załatwić większość z palących spraw handlowych, gdyż znajdują się tutaj: sklep z różnościami zwykłymi – „Ashbury Sundries” (1) oraz z magicznymi – „The Crooked Staff” (2), który jak zwykle poznać po owalnych okienkach; jest tu również krawiec – „Fenwick’s Fine Clothing and Accouterments” (3), kowal – „Ashbury Premium Armature” (4), rusznikarz – „Side Arms and Saltpeter” (5) i zielarka – „Peony’s Fine Herbs” (11). Dla spragnionych knajpa „The Meager Draught” (6), a dla schorowanych lub niewyspanych gospoda „Ashbury Hostelry” (9). Interesujący jest kupiec, który rozłożył się ze swoim majdanem w dokach (7), gdyż posiada w sprzedaży elfie figurki Li’tani, pożądane przez boginię Ter’el. Można tu również zidentyfikować swoje magiczne sprzęty u czekającej na klientów za miastem niziołki (19).

Polecony mi przez Gilberta Batesa Edwards Teach (23) okazał się być uznanym w okolicy, znakomitym żeglarzem. Jednak nawet i on nie był uszczęśliwiony wizją udania się na Isle of Despair. Zgodził się tam ze mną popłynąć wyłącznie przez wzgląd na lojalność wobec swojego pracodawcy.

Ponadto:

(8) Raymond Pierce posiada bodaj najbardziej specjalistyczny sklep w całym Arcanum – „Raymond’s Fine Spectacles” – gdyż produkuje i sprzedaje wyłącznie okulary. Istotne jest jednak to, że wykonuje również okulary na zamówienie, co miało mi się przydać po powrocie z Isle of Despair.

(10) Spotkany przed salą wystąpień burmistrz zwierzył mi się, że śpieszy się na spotkanie odnośnie budowy pomnika miejscowego bohatera. Problem z pomnikiem polega na tym, że jedni go chcą w środku miasta inni na rogatkach, nie ma komu pomnika wykonać i nie ma czym zań zapłacić. Zajrzałem na spotkanie i po wypowiedziach obecnych obywateli przekonałem się, że problem w samej rzeczy istnieje. W końcu postanowione zostało, że pomnik z brązu na granitowym postumencie wykona najlepszy rzeźbiarz z Tarant i na tym zebranie się skończyło. Miałem poczucie, że sprawa nic a nic nie posunęła się do przodu, lecz burmistrz nie pozwolił mi sobie pomóc, twierdząc, że jego urząd go zobowiązuje do rozwiązywania problemów bez cudzej pomocy. Jest jednak inny możliwy scenariusz, zarezerwowany jednak dla postaci mogących się pochwalić zdolnościami do negocjacji. Burmistrz wówczas gotów jest powierzyć takiemu śmiałkowi zadanie stanięcia na ambonie i pogodzenia zwaśnionych obywateli [065]. Skutkiem tego jest nie tylko zaliczenie dodatkowej misji, ale również opinia doskonałego negocjatora, która zaskarbia przychylność mieszkańców Ashbury.

(12) Na ulicy, w mieszkalnej części Ashbury, spotkałem niejakiego Theodore’a, który znajdował się właśnie w potrzebie wynajęcia bohatera. Oddał bowiem miejscowemu wynalazcy swoją zbroję do poprawek i mijają dwa tygodnie od tego czasu, a zbroi jak nie było, tak nie ma. Theodore próbował zajrzeć do mieszkania wynalazcy, lecz zaatakowały go jakieś mechaniczne urządzenia i uciekł. Obiecałem mu przyjrzeć się, co tam biega [066]. Dom wynalazcy (13) w samej rzeczy okazał się miejscem skrajnie niegościnnym, gdyż z miejsca zaatakował mnie mechaniczny pająk. Unicestwiwszy go i przeszukawszy pomieszczenie znalazłem klapę w podłodze, prowadzącą do piwnicy. W piwnicy zaatakował mnie jeszcze potężniejszy robot, ale i z nim jakoś się uporałem, by w skrzyni pod ścianą znaleźć przerobioną, zmechanizowaną zbroję Theodore’a. Był tam również bardzo interesujący schemat automatona – dla technologa bezcenny, dla maga dający się sprzedać. Zbroję oddałem właścicielowi, roboty zaś, z którymi się zmierzyłem były ostatnimi w grze, na które jako tako działały moje czary ofensywne..

(14) W domu narożnym znalazłem Kendricka Walesa, miejscowego pisarza, znajdującego się właśnie w trakcie kończenia swojej ostatniej książki, o której nie chciał nic farby puścić prócz podania jej tytułu – „The Curse of T’sen-Ang”. Według jego słów miała być ona lada chwila dostępna we wszystkich dobrych księgarniach w Arcanum.

(15) Penetrowanie starych zamków nie może się nie opłacać. Wprawdzie po tym plątało się pełno ghuli, szkieletów i podobnych nieumarłych, ale cóż to za kłopot dla wytrawnego zabijaki? Klucz na piętro znalazłem w sali tronowej na parterze. W komnacie sypialnej na górze zaś klucz do piwnic zamkowych. Natomiast w piwnicach znalazłem sporo niezłego i wartego kupę kasy sprzętu, a przy jednym z kościotrupów nawet czysty diament. Nic więcej jednak z posiadłości Malachi’ego nie wyniosłem.

(16) Już przy barze dowiedziałem się o dziwacznie się noszącym osobniku, który pląta się w okolicach miejskiego cmentarza. Nazywał się Geoffrey Tarellond-Ashe i w samej rzeczy charakterek miał niepospolity. Uznanie w jego oczach zdobyłem dopiero rzuciwszy kąśliwą uwagę, w której dostrzegł mój intelekt i co tam jeszcze. Wówczas mogliśmy już spokojnie porozmawiać. To, co go sprowadziło do Ashbury, to interesujący i przezabawny, jego zdaniem, incydent, w wyniku którego na tutejszym cmentarzu zaczęły się masowo pojawiać zombi. Geoffrey dowiedział się, że pochowano tu znakomiotego nekromancera Malachi’ego Rencha i wszystko wskazuje na to, że razem z nim pod ziemię poszło coś, co doskonale wyrywa z grobów zmarłych. Geoffrey zaproponował mi 500 sztuk złota w zamian za to coś, gdyż sam nie miał w sobie dość odwagi, by zmierzyć się z tymi wszystkimi zombi [067]. Nie wdając się w niepotrzebne walki z nieumarłymi, którzy mogli wychodzić spod ziemi non-stop, poszedłem do kaplicy (17). Po drodze zatłukłem dwa żywioły ognia, żeby zdobyć chroniony przez nich interesujący okaz młota, ale moim celem była klapa w podłodze. W piwniczce, do której prowadziła znajdowała się kolejna klapa, a poniżej podziemny labirynt. Niezbyt skomplikowany jednak i ponownie trzymanie się dowolną ręką ściany doprowadziło mnie dość szybko do zejścia na jeszcze niższy poziom, do katakumb. Tam, w samej rzeczy odnalazłem pałętający się po ziemi klejnot należący do Malachi’ego. Wytłukłszy kolejną falę potworów, klejnot zabrałem i wyjrzawszy na powierzchnię oddałem go uszczęśliwionemu Geoffrey’owi.

(18) Theo Brightstart, ekspert w rzucaniu nożami, powierzył mi skomplikowane zadanie wytłuczenia trzech dzikich świń, które plądrują jego pole kukurydzy [068]. Świnie pasły się na jego mniejszym poletku, na prawo od domu Theo i chociaż zabijam wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka, to jednak wytłukłem bezbronne stworzenia nie bez pewnych wyrzutów sumienia. Wdzięczny za pomoc Theo znalazł jeszcze jedną robotę dla mnie – załadować na wóz pięć niezwykle ciężkich głazów, które leżą na jego polu i utrudniają mu pracę [069]. Usunąłem je z trudem, gdyż najcięższy z nich ważył 5000 kamieni, czyli rozebrawszy się do mięsa musiałem mieć siłę na poziomie 10, by być w stanie taki kamol w ogóle zabrać z pola.

(20) W więzieniu, którego strzegło czterech strażników, znajduje się zwykle tylko jeden przestępca – niejaki Jerrold Aymes, pojmany za bójkę w tawernie.

(21) William Thorndop, mistrz w posługiwaniu się bronią palną bardzo się wzbraniał przed wytrenowaniem mnie do swojego poziomu. Nie brał już, jak twierdził, broni palnej do rąk i spędzał życie na pokucie za zabójstwa, których dokonał. Wstąpił do zakonu boga Halcyona, dał sobie obciąć oba palce wskazujące i oba środkowe i absolutnie nie chciał słyszeć o uczeniu mnie swoich morderczych umiejętności. Po naszej rozmowie podbiegł do Williama jego sąsiad, pan Rolland i w wielkim zdenerwowaniu obwieścił mistrzowi, że gang Willenbeckera go odnalazł i chce go zabić, a jeśli się nie stawi w stodole nieopodal (22), wówczas zabiją pojmaną żonę Rollanda. Z miejsca dostrzegłem w tym szansę dla siebie i ponieważ William wzbraniał się przed użyciem przemocy w jakiejkolwiek sprawie, zaproponowałem, że odbiję panią Rolland, jeśli mistrz mnie w zamian weźmie na trening [070]. William przystał z oporami na mój szantaż, a przy okazji opowiedział mi, jak to przed laty, po pijaku zabił młodszego brata Edwarda Willenbeckera i jak bardzo tego żałuje. Potyczka z sześcioosobowym gangiem rewolwerowców okazała się być wyzwaniem bardzo poważnym nawet dla szkolonego eksperta w strzelaniu, lecz raz jeszcze: nie stanowiła ona nijakiego problemu dla potężnego maga, jakim byłem. Uwolniona pani Rolland podziękowała mi za pomoc, William zaś wyszkolił mnie zgodnie z moim życzeniem. Warto wspomnieć jeszcze, że wbrew zapewnieniom mistrza, jakoby na dobre skończył ze swoją zbrodniczą przeszłością, posiadał on przy sobie doskonały karabin snajperski, z którym jednakże gotów był się rozstać, jeślibym łaskawie oszczędził mu grzechu szkolenia mnie na mistrza.

Okolice Ashbury

(Ancient Ship Wreck) Wspomniany przez barmana wrak statku znalazłem po kilkudniowej, pieszej wędrówce brzegiem morza na północ od Ashbury. Z samego statku miałem niewiele pożytku, lecz kościotrupy, które nas tam obskoczyły pod wieczór, miały przy sobie kilka kryształów kathornu, a ten miał mi się przydać po powrocie z Isle of Despair.

(Ancient Temple) Dość daleko na zachód od Ashbury, mieszczą się ruiny świątyni starożytnego zakonu nieumarłych Derian-Ka, o którym wspominała książka z biblioteki w Tarant. Tym chętniej przystąpiłem do zwiedzania jej zabytkowych wnętrz (zejście: (1)) – pamiętając jednak o mnogości zastawionych na korytarzach pułapek. W bibliotece (3) (jeśli komukolwiek na tym etapie gry potrzebne byłyby jeszcze klucze, to informuję, że jeden taki znalazłem w skrzyni (2) na korytarzu) nie znalazłem wprawdzie, żadnych tajnych przejść za półkami, lecz za to walało się po kamiennej podłodze kilka wartościowych pergaminów z zaklęciami. Prócz biblioteki znalazłem jeszcze w podziemiach ołtarz boga Moorindala (4). W komnacie obok ołtarza, w skrzyni (5) leżał klucz do celi więziennej Toriana Kel (6). W tym wypadku klucz był nieodzowny, bowiem próba włamania się do celi, mogła zdenerwować jej lokatora, a chciałem sobie z nim pogadać. Szkielet Toriana, głosem świszczącym jak wiatr, poprosił mnie o przyniesienie mu smoczej krwi, gdyż jedynie ona pozwoli mu wrócić do życia.

(Dungeon of the Dragon Pool) Dwupoziomowy labirynt okazał się potwierdzać regułę, jakoby budowniczowie w Arcanum nie byli szczególnie złośliwi dla zwiedzających. Nieco złośliwsze okazują się stwory zamieszkujące takie domostwa, lecz osobiście nie mam nic przeciwko kilku dodatkowym XP. Po wysiedleniu wszystkich mieszkańców lochów w zaświaty dotarłem do fontanny tryskającej smoczą krwią i zabrałem ze sobą jej flakonik, po czym wróciłem do Toriana. Polałem go smoczą krwią i skurczybyk stanął przede mną jak nowy. W podzięce za przywrócenie mu ciała dał się naciągnąć na długą opowieść o Derian-Ka, o rozłamie w zakonie, w wyniku którego oddzieliła się od niego armia zabójców – Molochean Hand, o powstaniu Grey Legions dla obrony przed nimi oraz o wielkiej bitwie, jaką oba odłamy zakonu nieumarłych ze sobą stoczyły dobre pięćset lat temu. Niejako przy okazji dowiedziałem się, że zakon Derian-Ka został stworzony w oparciu o pryncypia opracowane przez pierwszego maga, który odkrył podstawy nekromancji - Kerghana, za co z resztą został wygnany z Arcanum przez Wielką Radę Elfów. Molochean Hand zaś stanowiła trzon obronny zakonu. Derian-Ka przestali istnieć, gdy we wspomnianej bitwie Grey Legions zostały pokonane przez armię Molochean Hand, lecz przecież nieumarli nie mogą umrzeć, a jedynie wegetować w coraz bardziej murszejących ciałach. Z Toriana byłby doskonały towarzysz walk, lecz niestety nie pójdzie on za kimś o dobrym sercu.

(Strange Pond) Stałym źródłem informacji w moich podróżach po Arcanum byli dla mnie zawsze lokalni barmani. I to właśnie od barmana w Ashbury dowiedziałem się, że pewien przybyły zza gór podróżny wspominał o jakimś dziwnym miejscu znajdującym się na współrzędnych 617W, 528S. Gdy udałem się we wskazane miejsce sprawdzić, w czym rzecz, moim oczom ukazał się staw, porośnięty naokoło egzotyczną roślinnością, przy którym pasło się wiele groźnych wilków, niedźwiedzi i goryli. Utorowałem sobie drogę na wysepkę, a tam, w spoczywającej pośrodku polany skrzyni, znalazłem doskonałą tarczę, łuk, laskę, magiczne pierścienie, z których jeden obdarzał właściciela niewidzialnością oraz blisko dwa tysiące sztuk złota.

(Kerlin’s Altar) Również w Ashbury usłyszałem po raz pierwszy o ołtarzu zbudowanym z litego złota, który znajduje się gdzieś za górami. Jak się później okazało mowa była o ołtarzu boga Kerlina.

 

 
copyright © 2000 - 2020 GRY-OnLine S.A.